Tutaj bez zdjęć i zaraz się dowiecie dlaczego…

15 listopada

Zaczęło się od tego, że zaraz za granicą bułgarsko-turecką złapaliśmy stopa prosto do Stambułu, jednym słowem: Hurra!! Zabrali nas bardzo mili Państwo (mieszkający w Sofii), jadący na lotnisko po swego przyjaciela z Libii.

Po drodze słuchamy sobie muzyczki bułgarskiej, jest fajnie i przyjemnie, samochodzik nowiutki, wszystko gra :-) Aż tu nagle Pan prosi Panią o Ayrana (taki lekko słony, rzadki jogurt). Pani potrząsa butelką, otwiera napój i podaje Panu… A Pan co robi? Pierwsze co Wam pewnie do głowy przychodzi to: „pije”. Nic bardziej mylnego Moi Drodzy… Pan potrząsa butelką raz jeszcze… Energicznie potrząsa… Obydwoje z Łukaszem mamy taki obraz w pamięci, jak ten Ayran wylatuje z butelki i zatrzymuje się w powietrzu… Później jednak nastąpiło to, co zgodnie z prawem fizyki nastąpić musiało – siła grawitacji jest bezlitosna i Ayran chcąc nie chcąc ląduje na: kierownicy, desce rozdzielczej i na bluzce miłej Pani (stwierdziliśmy, że Pani pewnie tak przy nas Panu ten Ayran pomieszała i otworzyła, bo chciała pokazać jak być dobrą żoną, a jak świadków nie ma to pewnie tego nie robi, bo skąd by mężowi przyszło do głowy tak tym Ayranem potrząsać raz jeszcze :-P )

Sytuacja jest dość kuriozalna – ni to śmiać się, ni płakać… Udzielamy więc miłym Państwu pomocy i dzielimy się naszym papierem toaletowym i chusteczkami nawilżonymi.

Ta chwila nieuwagi zmienia troszkę charakter dalszej podróży na bardziej milczący, z dającymi się usłyszeć od czasu do czasu westchnięciami i lekkim zażenowaniem, że jednym momentem rozproszenia, tak dużą stratę się poniosło… Samochód wierzcie nam – nowiuteńki Hundai, a’la terenowy, z jeszcze niepoodklejanymi foliami na niektórych elementach, pachnący i błyszczący. Ayran niestety zmienił troszkę jego klimat na – jakby to ująć- bardziej swojski…

Jedziemy dalej. Natrafiamy na gigantyczne korki. Jest już późne popołudnie. Pan w tych korkach do końca się nie odnajduje – z każdej strony ktoś na nas najeżdża… Postanawiamy, że nie będziemy robić problemu z wysadzaniem nas gdzieś po drodze tylko jedziemy z Państwem na lotnisko, a przy okazji skorzystamy tam z wi-fi, aby jakiegoś miejsca na nocleg poszukać… Tak też się dzieje – znajdujemy darmowy internet – trochę nam jednak na tym schodzi i w międzyczasie stwierdzamy, że w sumie to moglibyśmy spać na lotnisku, bo późno już itd. Znajdujemy więc sobie cichy kącik, dmuchamy karimaty, rozkładamy śpiworki i nynu :-) Tym sposobem, to my padamy ofiarami chwili nieuwagi i zbytniego rozluźnienia…

Nie śpij bo Cię okradną

16 listopada

Gdy Łukasz przebudza się ok. 3:30 zadaje mi pytanie: „Gdzie jest torebka?” (taka którą ja zawsze nosiłam, z podręcznymi rzeczami). Niestety nie możemy jej odnaleźć :-( ktoś nas okradł podczas gdy smacznie sobie spaliśmy, zmęczeni po kolejnym pełnym wrażeń dniu.

Na szczęście paszporty mieliśmy przy sobie :-) tracimy jednak m.in. telefon-cegłę, mp3-kę z muzyczką, mały aparat fotograficzny, a ja (Marta) tracę dowód osobisty i prawo jazdy :-( Tak, tak wiemy – powinniśmy bardziej pilnować rzeczy – to oczywiste… Ale naprawdę nie wiemy jakim cudem komuś udało się dosięgnąć tej torebki i zabrać ją dosłownie z pomiędzy nas…

Dla uspokojenia dodajemy, że kradzież została już zgłoszona w systemie międzybankowym i na policji, a w dalszej podróży dokumenty owe nie przydałyby nam się tak bardzo… Strata jednak trochę boli, a my schodzimy chwilowo na ziemię – niedobrzy ludzie jednak istnieją ;-P a to ci niespodzianka!

2 thoughts on “Bułgarski Ayran, czyli swojskie klimaty w ekskluzywnych wnętrzach

  1. Proszę zjeść za moje zdrowie Tutku! Okrągłe ciasteczka o wyglądzie biało czarnego wiatraka z nadzieniem czekoladowym w środku w czerwonym opakowaniu. Turkish Quality:) Bo w Anglii już nie były tak pyszne. Śniły mi się długo po wyjeżdzie z Turcji. Rozmarzyłam się ….

    1. Madziurko! Tutku znamy, Tutku zajadamy :-D są pyszne, a co najważniejsze tanie! :-P Kacha Cabała mnie nimi kiedyś zaraziła… teraz przynajmniej nie będziemy mieć wyrzutów sumienia sięgając po kolejną paczkę, no bo „Za zdrowie Madziury nie zjesz”? :-D

Comments are closed.